Rodzinny rodowód Akademii Email

 

 

Kinga Banach: Zanim rozpoczniemy rozmowę o założonej przez Was Akademii Rodziny, opowiedzcie, proszę o swojej rodzinie.
Paweł Kwas: Jesteśmy małżeństwem od prawie 30 lat. Urodziło się nam 5 dzieci: Kinga, Karol, Tobiasz, Jurek i Marysia. W lipcu będzie 6 rocznica ślubu najstarszej córki, a nasz wnuk Kacper w sierpniu skończy 4 lata.
Mirosława Kwas: Zawsze, od początku małżeństwa, chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Nie planowaliśmy konkretnej liczby dzieci, ale marzyliśmy o większej rodzinie. Takie pragnienie wzięło się chyba jeszcze z czasu studiów w Instytucie Studiów nad Rodziną w Łomiankach.
Kinga: Poznaliście się w trakcie studiów?
Mirosława: W Instytucie się poznaliśmy, w Instytucie się pobraliśmy jako para studencka. Już na początku małżeństwa poznaliśmy ideał, którym mogliśmy się kierować. Chcieliśmy tak żyć, wprowadzać w życie, to co poznaliśmy teoretycznie na studiach. Taki ideał, to jest coś, czego człowiek na ziemi nie osiągnie i nie możemy powiedzieć, że go osiągnęliśmy. Ale podążaliśmy ku temu i podążamy dalej.

Paweł: Wydaje mi się, że ideał, to wskazanie kierunku. Zwłaszcza w tym czasie, w którym żyjemy, kiedy jest takie mnóstwo różnych propozycji. Człowiek się w tym gubi. I widzimy doświadczenia różnych ludzi. Ponieważ mi akurat pedagogika jest bliższa, to powiem na jej przykładzie. Pewne nurty pedagogiczne nagłaśniane są jako dobre sprawdzone metody, a owocem tego są rozpadające się małżeństwa, wraki ludzkie. Mógłbym tutaj podawać szereg konkretnych przykładów, jak tragicznie skończyło się wdrażanie antypedagogicznych myśli, bezstresowych form wychowania i tym podobnych poglądów. Abp Majdański mówił, że ogromną wartością dla nas jest fakt, że mamy dostęp do zdrowej doktryny – doctrina sana. Czyli wśród mętliku różnych propozycji jest coś autentycznego, wartościowego, coś czemu można i warto zaufać. To właśnie jest taki model - ideał małżeństwa i rodziny. My oboje z Mirką pochodzimy z podobnych rodzin: wierzących, z tradycjami, ale bez jakiegoś szczególnego pogłębienia.
Mirosława: Dopiero, gdy my zaczęliśmy wprowadzać do naszej rodziny głębsze elementy, to rodzice to dostrzegli i w ich małżeństwach też nastąpił rozwój.

Kinga:Co się działo z Wami po zakończeniu studiów w Instytucie Studiów nad Rodziną?
Paweł: Mirka skończyła studia dwa lata po mnie. Ja najpierw zacząłem pracować dorywczo, prowadziłem przygotowanie młodzieży do bierzmowania, przygotowywałem (razem ze znajomymi ze studiów) narzeczonych do sakramentu małżeństwa.
Mirosława: W pewnym momencie z konieczności materialnej przekwalifikowaliśmy się na pedagogikę.
Paweł: Ale od początku pracy w Zespole Ognisk pracowałem z rodzinami. Początkowo była to praca z dziećmi biednymi. Jednak zachowanie dzieci często było znakiem, że rodzina jest dysfunkcyjna i stąd wynikała później praca z całą rodziną. Ponad 20 lat pracowałem w tej placówce. Przeszedłem na emeryturę z myślą o tym, by zająć się rodziną, ale w innym kontekście. Moja praca doktorska opierała się na modelu gordonowskim, który w istotny sposób podejmuje kwestię komunikacji, relacji interpersonalnych. Tematyka rodzinna jest obecna od początku naszego życia zawodowego.
Mirosława: Nasze rozumienie małżeństwa i jakość relacji pogłębiliśmy jeszcze dzięki zaangażowaniu w Ruch Szensztacki. Już na początku naszego małżeństwa, po uczestnictwie w duszpasterstwie akademickim, brakowało nam czegoś.
Paweł: To tradycyjne duszpasterstwo nam nie wystarczało.
Mirosława: Poszukiwaliśmy czegoś głębszego. Opatrzność Boża skierowała do naszego domu siostrę szensztacką, która opowiedziała nam o Ruchu. Stopniowo ten Ruch coraz bardziej nam odpowiadał. Nastawienie na maryjność, świadomość, że Maryja jest wychowawczynią i że małymi kroczkami możemy siebie kształtować - to nam się podobało.
Paweł: My, którzy jesteśmy wychowawcami, nauczycielami, którzy kształtujemy nasze dzieci jesteśmy wychowywani przez Kogoś większego, kto nam może pomóc. Te konkretne formy pracy samowychowawczej, które są proponowane w Ruchu Szensztackim były ogromną pomocą. No i oczywiście konkretna grupa ludzi, która też jest wsparciem. Dla nas samych pewnym odkryciem było to, że możemy adorować Chrystusa nie tylko obecnego w Najświętszym Sakramencie, ale i obecnego w naszym sakramencie małżeństwa. Możemy z Nim rozmawiać i jest On obecny w naszym codziennym życiu.

Kinga:Trzeba przyznać, że niewiele małżeństw sakramentalnych zdaje sobie z tego sprawę.
Mirosława: Dlatego staramy się o tym mówić. Jak jest okazja, gdy jesteśmy na jakimś spotkaniu, rekolekcjach to dzielimy się tym, czego sami doświadczyliśmy. Właśnie tą obecnością Chrystusa w naszym małżeństwie.
Paweł: W dokumentach soborowych wyraźnie jest powiedziane, że Jezus jest z małżonkami. Najważniejsze jest właśnie to: JEST z nimi. To dla nas było wielkim odkryciem. Bo skoro JEST, to co ja z tym robię? To jest konkretny przykład jak wypracowana przez teologów pewna idea potrzebuje, domaga się przełożenia na rzeczywistość małżeńską. Żeby nie pozostała jedynie ideą, żeby stałą się obecna w życiu danego małżeństwa. I chodzi o to, by ta idea trafiła do konkretnych ludzi.